logo
Jesteśmy członkiem
eurogroupforanimals.org
Dołącz do nas

Wednesday, August 6, 2014 Mordercza praca koni

                Konie od tysiącleci wykorzystywane są przez człowieka do pracy w branży rozrywkowej, turystycznej, w działaniach zbrojnych, w transporcie. Nadal w trudno dostępnych, zazwyczaj górzystych miejscach na świecie wykorzystuje sie te nadzwyczaj inteligentne a zarazem wrażliwe zwierzęta.

            Od paru lat, wraz z nadejściem sezonu turystycznego dochodzi do incydentów związanych z nadmiernym przeciążaniem koni ciągnących dorożki z turystami. Wszystko zaczęło sie w stolicy Tatr, kiedy to z wycieńczenia na oczach ludzi padło zwierze ciągnące zaprzęg. Od początku lat 90. Tatrzański Park Narodowy oferuje na masową skalę transport do Morskiego Oka wozem ciągniętym przez parę koni. Przepisy zezwalają fiakrom na zabieranie jednocześnie czternastu dorosłych osób oraz ograniczonej jedynie miejscem na wozie, dowolnej liczbie dzieci. Kurs na 15 kilometrowej trasie, pokonywanej kilka a nawet kilkadziesiąt razy dziennie w temperaturze przekraczającej często 25 stopni jest dla konia dużym obciążeniem. Dodatkowo ograniczenia w liczbie przewożonych osób są notorycznie przekraczane ze względu na chęć uzyskania wyższego zarobku. Nie liczy się dobro zwierzęcia tylko zarobek fiakra, który na jednym kursie zarabia nawet 1000 złotych. Ludzie z chęci zysku zrobią wszystko aby jak najwięcej zarobić a jak najmniej wydać. Do przejazdów w sezonie wakacyjnym ustawiają sie kolejki, zwierzę nie ma czasu na odpoczynek ani napojenie, a nieświadomi stanu fizycznego konia turyści garną sie do przejażdżek. Okazuje się że nawet jeśli w wozie znajduje się regulaminowa liczba przewożonych osób to i tak prowadzi to do przeciążeń zwierząt. Głównym powodem jest między innymi ukształtowanie terenu, gdyż około 83% trasy przebiega pod górę, a na około 12% drogi nachylenie przekracza 6-7 stopni. Praca w stałym przeciążeniu prowadzi nie tylko do wycieńczenia koni, ale także do schorzeń tkankowo kostnych. Według statystyk 70% zwierząt jest "wymienianych" po maksymalnie dwóch sezonach. Konie nienadające sie juz do pracy sprzedawane są do rzeźni. Niestety z danych Polskiego Związku Hodowców Koni wynika, że co roku do ubojni trafia około 50 zwierząt spod Tatr. Jest to przerażająca liczba, która pokazuje jak bezwzględnie i przedmiotowo ludzie traktują istotę, która myśli i czuje. Nie jest to samochód, który po okresie eksploatacji można oddać na złomowisko, czy zabawka, którą wyrzuca się do kosza.

            Konie nie nadające się do zaprzęgu mogłyby pomagać ludziom, choćby chorym dzieciom w ramach terapii (metoda ta jest powszechnie stosowana przez lekarzy, rehabilitantów w leczeniu dzieci upośledzonych).

            Dramat koni rozgrywa się nie tylko na drodze do Morskiego Oka. Wystarczy przejechać zakopianką do Krakowa, gdzie w 2012 roku, po pracy w 30 stopniowym upale zasłabła klacz. Zwierzę pokładało sie na chodniku a woźnica okładał je batem, przechodnie natychmiast wezwali policję, która stwierdziła, że koń jest przegrzany, przeciążony a dodatkowo dostał udaru. Na szczęście obyło się wtedy bez tragedii, przybyła na miejsce straż pożarna polewała zwierzę wodą i koło północy przy pomocy dźwigu koń wstał. Wtedy urzędnicy obiecali, że dorożkarze będą mieli miejsca postojowe w cieniu. Czy to nie za mało? Należałoby wprowadzić przepisy, które byłyby egzekwowane przez organy porządku publicznego, stworzyć swoisty regulamin, którego postanowienia zabraniałyby po groźbą kary wyjazdu na rynek w przypadku, gdy temperatura przekracza ustaloną normę, a także ustalić w rozsądnych granicach maksymalną dopuszczalną dzienną liczbę godzinę pracy zwierzęcia. Nie trzeba było długo czekać aby doszło do tragedii. Na Krakowskim Rynku zasłabł koń, zasłabniecie skończyło się śmiercią. Podobny przypadek miał miejsce w Koszalinie, z tym że dodatkowo ucierpieli ludzie, którzy zostali przygnieceni przez wycieńczone zwierzę. Może zabrzmi to okrutnie, ale uważamy, że dobrze się stało, gdyż może zwróci to większą uwagę na sytuację koni. Nic tak bowiem nie działa trzeźwiąco jak dramat ludzki. Szkoda tylko, że dramat zwierząt, które są nieodłącznym elementem życia człowieka większości osób nie szokuje i nie jest praktycznie zauważany.

            Należałoby zastanowić się nad tym jak bardziej restrykcyjnie podchodzić do tematu zwierząt pracujących, i tu pole do popisu należy pozostawić urzędnikom. Człowiek może dochodzić swoich praw wynikających ze stosunku pracy, natomiast zwierzę nie może wykrzyczeć tego z czym się nie zgadza, co mu przeszkadza. Dlatego też ludzie powinni sie tym zająć. Trzeba stworzyć przepisy prawa gwarantujące zwierzętom właściwe warunki pracy, i nie tyczy sie to tylko koni ale wszystkich ,,braci mniejszych''.

            Należałoby wprowadzić krótkookresowe badania weterynaryjne monitorujące stan zdrowia zwierzęcia i jego zdolność do pracy. Skoro ludzie pracujący przechodzą takie kontrole, to dlaczego zwierzę, które nie pracuje dla siebie i swojego zysku, ale na rzecz człowieka, który na tym zarabia nie miałoby w tym przypadku posiadać zbliżonych praw do ludzkich? I nie chodzi tu tylko o los koni, ale wszystkich stworzeń wykonujących pracę dla ludzi. Docelowo należy wprowadzić całkowity zakaz używania koni w transporcie ludzi do Morskiego Oka a do tego czasu m.in. należy ograniczyć liczbę przewożonych osób do 9, zakazać używania koni  gdy temperatura przekracza 30 stopni, lekarz weterynarii powinien być cały czas na terenie przejazdu i musi kontrolowac stan koni przed wyruszaniem jak i po dotarciu na miejsce. 

            Pamiętajmy o tym, że zwierzęta były na świecie zanim pojawił się człowiek. Ta planeta nie należy do nas, tylko do nich a my jesteśmy ich gośćmi. To ludzie są najbardziej bezwzględnymi drapieżnikami w ekosystemie, który sami niszczą i pozbawiają bezprawnie życia innych "współlokatorów" tej planety. Człowiek z chęci zysku i swojej pychy nie cofnie się przed niczym, należałoby ukrócić ten proceder i postarać się zrobić cos dla natury, tym samym również dla nas samych.(M.A.S)

Towarzystwo Obrony Zwierząt w Rzeczypospolitej Polskiej rozpoczyna działania aby powyższe postulaty znalazły odzwierciedlenie w Ustawie o ochronie zwierząt. Warto z tym momencie przypomnieć, że ochrona koni i bezwzględny zakaz ich używania do zrywki wprowadził już w 1928 roku Prezydent Ignacy Mościcki.  

STOP znęcaniu się nad końmi!

0 Comments

This thread has been closed from taking new comments.